Niedawno zakończyły się Igrzyska Olimpijskie w Vancouver. Były dla nas lepsze, niż się spodziewaliśmy. Nie wróciliśmy z Kanady na tarczy, trochę szlachetnego kruszcu przybyło naszym sportowcom:) Jednak zawody, walka, rywalizacja, statystyki, medale - to jedna strona tego widowiska, drugą są.... komentarze dziennikarzy sportowych, które już w momencie ich narodzenia przechodzą do historii! Tak jest np. z komentarzami Tomasza Zimocha - nic dziwnego, że dziennikarz ten otrzymał nagrodę Złotego Mikrofonu, zacytuję za Echem Szczecina: "Tomasz Zimoch to już głos-legenda. Dzięki niemu radość z olimpijskich sukcesów jest jeszcze większa, a smak porażki nie tak gorzki. Za „wiedzę i emocje, które pozwalają zobaczyć w radiu świat sportu” został uhonorowany Złotym Mikrofonem – nagrodą przyznawaną od 50 lat osobom, których działanie przyczynia się do rozwoju i popularyzacji radia, oraz utrzymywania jego wysokiego poziomu". Amen, chciałoby się powiedzieć..;)
Zatem - trochę cytatów Mistrza Mikrofonu:
O Justynie Kowalczyk:
√ – Odbija się tymi kijkami jakby to były resory terenowego auta pokonującego tutaj promieniste bezdroża wokół Whistler √ – Na ostatniej prostej tańczy jak na parkiecie nasza Justyna √ – Bjoergen ucieka, Justysiu, przydałoby się żeby kijek zamienić w rewolwer i oddać dwa strzały √ – Norweżka jest tak piekielnie mocna, jak stal z martenowskiego pieca gdzieś w hucie na dalekiej Syberii √ - Musisz odkryć swój skarb, czytałaś o tym wielokrotnie w Alchemiku. √ – Justyna Kowalczyk ciężko, białe zęby, górna szczęka bardzo widoczna √ – Jesteś i tak Chopinką. Graj nam. Klawisze to Twoje narty. To nie ziemia przyciągnęła Ciebie, a Ty ziemię. √ – Królowe nart, damy, już nie mają tak ciasno na parkiecie, kiedy rozpoczynała się ta taneczna rywalizacja, już tylko dwie zostały ale tak to jest często na zabawach, na wielkich balach, kiedy do rana tempo wodzireja wytrzymują tylko najwytrwalsi √ – Twarz rozpromieniona, czerwona, rozgrzana jakby łyk pigwówki, jaki to łyk pigwówki! To łyk wielkiego bólu, łyk cierpienia, zakręt śmierci, zamknijcie Państwo oczy! Wytrzymała! √ – Justyna! Królewicz to dzisiaj medal! Ale nie jak w bajce królewicz po ciebie, tylko ty musisz po tego królewicza biec! √ – Siebie nazywasz kaktusem bo potrafisz ukłuć, ale kaktus potrafi i pięknie kwitnąć! Studiowałem godzinami o rodzinie kaktusów echinocactus cinnabarinus, ich kwiat kwitnie tak pięknie jak ty dzisiaj na trasie!
O Adamie Małyszu:
√ – Wdrapał się jak niezdarne dziecko na tę belkę, na której siedzi młodziutki jak osiem lat temu, tylko pióropusz zmarszczek wystaje zza lewego i prawego ucha √ – Adam poruszył uszami, jak pies, kiedy go pieszczotliwie głaszczemy √ – Kapitalny skok! Pobudził niedźwiedzia Adam Małysz tym skokiem. Niedźwiedzie zaczynają ryczeć, a on fantastycznie skacze √ – Tuwimowe radio, ptaki zaczynają śpiewać, Adaś, taś taś taś √ – Jak krogulec pięknie i agresywnie zaatakował Adam Małysz √ – Tak jak piękna kobieta oślepia nas, mężczyzn, tak Adam oślepił nas wspaniałymi skokami √ – Małysz ma medal, a czerwony nosek odmroził kilka lat temu, ale czy ta czerwień, to jest ogień radości? √ – Wiosną pachnie, Małyszem pachnie, skokami pachnie, szczęściem pachnie, ale zapach Ammanna wyczuwalny jest jednak tutaj najbardziej √ – Przeskoczył do naszych domów, przeskoczył do naszych serc, przeskoczył do naszej krwi
Osobliwymi komentarzami mogą się także poszczycić inni sprawozdawcy sportowi - Bogdan Chruscicki w Eurosporcie.
O naszych panczenistkach:
√ - Niemka cieszy się w sposób absolutny. √ - Bo to przecież młode, w gruncie rzeczy szybkie dziewczyny.
Piotr Dębowski w TVP:
√ - Na zewnątrz zimno i słota, a u nas w sercu maj.
Oraz Marek Jóźwik, również TVP:
√ - Justyna wykorzystuje każdą zmarszczkę, żeby trochę pociągnąć. √ - Justyna tak rach ciach ciach przełożyła narty. √ - Można jechać nawet pługiem, byle się nie przewrócić. √ - Bjoergen czuje ten atak, mimo że tego nie czuć.
Krogg zasugerował, że skoro powiedziało się A, to trzeba i B. Leniwa niedziela, spokój przed "Wielkim Goździkowym Świętem", można zatem dać do poczytania coś z pogranicza absurdu. Gdybyż to jeszcze był tylko wymysł mojej wyobraźni....;) but it's truth.
(oryginalna pisownia i styl zostały zachowane)
Wszystkich, których zniesmaczył ten widok bardzo serdecznie przepraszam! Czasem, jak widać, dzieją się dziwne rzeczy w kuchni, ale - że tak powiem - nie ma co płakać nad rozlaną zupą (to parafraza do mleka;) )
Miałam wątpliwości, czy powinnam zamieszczać ten wpis, ale stwierdziłam, że to samo życie;)
Zmieniłam tylko nazwiska i wykropkowałam wulgaryzmy. Natomiast styl, interpunkcja zostały oryginalne.
Zapraszam do przeczytania rozmowy mailowej, która odbyła się kilka dni temu w moim biurze...:)
Libertango - ten utwór inspiruje wielu wykonawców od swego powstania w 1974 roku. Napisał go wirtuoz tanga, Argentyńczyk włoskiego pochodzenia Astor Piazzola. Libertango grane jest tak często i w tak różnych wykonaniach, że śmiało można powiedzieć, ze ma niejedno wcielenie..:) Wywołuje drżenie ciała i burzy krew. Jest, jak opętanie.. Wciąż dobre... najlepsze...
Był piękny zimowy dzień – wczesne popołudnie. Dzień był piękny nie tylko z powodu pogody, ale również dlatego, że szliśmy z córką do kolektury lotto odebrać wygraną. Niestety, nie główną wygraną, ale „czwórkę”, którą też dość trudno trafić. Zwykle korzystaliśmy z usług najbliższej kolektury obsługiwanej od lat przez starszą, szczupłą, dość „sztywnawą” kobietę. Tak też i tym razem mieliśmy zamiar skorzystać z usług „starszej pani”. Wzięliśmy kupon i wyszliśmy z domu.
Powolutku – spacerkiem dotarliśmy do kolektury. Było pusto. - Dzień dobry! Chyba coś trafiłem, czy mogłaby Pani sprawdzić? Podałem kupon. - Tak! Jest czwórka. Pani wydrukowała paragon i odliczyła pieniądze. Było około dwustu złotych. Miałem mieszane uczucia. Te dwie stówy, to zaledwie ułamek tego co przez lata człowiek zostawiał w kolekturze. Ale chciałem zostawić damie po drugiej stronie symboliczną złotówkę na szczęście. Wziąłem pieniądze i położyłem złotówkę mówiąc: - Proszę, to symboliczna złotówka „na szczęście”, żeby do Pani też się uśmiechnęło. Starsza pani spojrzała na mnie z iskrą złości w oku i wykrzyknęła: - Co to jest! Co pan sobie myśli!!! Niech pan to zabiera!!! Odłożyła monetę na ladę.W głowie miałem zamęt, myśli pędziły jak zwariowane. „Może za mało dałem?!” „O co jej chodzi?!” Zacząłem przepraszać. - Bardzo Panią przepraszam! Naprawdę nie chciałem Pani urazić! - Niech pan to zabiera!!! Może pan dać to księdzu na ofiarę! - A mogę dać na zwierzęta? - Niech pan sobie robi co chce! Nie dzieli się szczęściem! Do widzenia!!!
I tu zasunęła z trzaskiem okienko. Chciałem coś jeszcze powiedzieć, ale już nie pamiętam, czy coś bąknąłem, czy też nic nie powiedziałem. Wyszliśmy z córką na ulicę i dobrą chwilę szliśmy w milczeniu. Tak mi się zdaje, że pierwsze słowa jakie wypowiedziałem to „Moja noga już tam nie postanie! Wariatka!”.