wciąż w drodze

podróże

piątek, 01 czerwca 2012

Świt, ptasie śpiewy. Dla takiego świtu warto wcześnie wstać.

 wschod_6319

poniedziałek, 02 kwietnia 2012

I wszystko już jasne, dokąd poszła pani W.!!
Zwiała za wielką wodę, oby tylko nie dostała tam zielonej karty..!
Niedawno dostałam od mojej Córki dowody rzeczowe w postaci zdjęć, że gdzieś tam jest ciepło, że kwitnie, że zieleni się.
Ale dlaczego tylko TAM, a nie TU?
Widać to czarno na białym, no, może bardziej różowo na zielonym...;)
Ech.. nie ma sprawiedliwości na świecie..
Póki co, nacieszmy oczy zdjęciami kwitnącego Central Parku:))

wiosna_1
wiosna_2
wiosna_3
wiosna_4


poniedziałek, 03 października 2011

Nepal to Królestwo wśród chmur... Nigdzie tak nie uda się zanurzyć w chmurach, jak właśnie tam... Tam spełniają się najskrytsze marzenia, te duchowe, jak i cielesne.. Kto raz był w Nepalu, ten zapragnie znów tam się znaleźć, ta kraina zawładnie nim, jak narkotyk.. Oczywiście, najwyższe szczyty Ziemi ciągną przede wszystkim, ale nie tylko.. Jest coś, co zauroczy.. to górskie rzeki, to wspinaczka, czy zimowe sporty. Niezwykłe to miejsce... z jednej strony tak zachłannie sportowe, a z drugiej.. niezwykłe, czarujące swoimi zabytkami.. Będąc w Nepalu nie można pominąć rezerwatów przyrody - można nasycić tam oczy wspaniałościami Natury, spokojem i równowagą flory i fauny.. Gdy byłam tam kilka lat temu, nie mogłam powstrzymać zachwytów nad tą niezwykłą ziemią, doznawałam wciąż przyjacielskich uczuć od miejscowych ludzi.. To bardzo biedny kraj na ziemi, a jednocześnie bardzo przyjacielski. Nie dziwi więc, że kto raz dotknął nepalskiej ziemi, ten chce tam wracać wciąż...

widok z Pokhary na Annapurnę


swiątynia Siwy w Katmandu świątynia Śiwy w Katmandu. Wstęp do niej jest zabroniony dla wszystkich nie-Hindusów

pałac o 55 oknach

Pałac o 55 oknach w Bhaktapur. Pałac zbudowany został przez króla Bhupatindra Malla.

straż Gurków

Straż Gurków, którzy znani są przede wszystkim ze swej odwagi i brawury. Gurkowie mają na wyposażeniu słynne zakrzywione noże kukri.

Stupa Buddy

Najbardziej znana stupa Buddy w Katmandu, stupa Boudhanath. Z masztu spoglądają w 4 strony świata oczy Buddy, które symbolizują między innymi mądrość i współczucie. W przewodniku „Himalaje Nepalu” można przeczytać: „Stupa. Jest to typowy buddyjski monument sakralny zbudowany, najogólniej mówiąc, w formie kopuły zwieńczonej wieżą. Stupa jest kopcem, który nie ma wnętrza i nie można do niej wejść. ... zbudowana jest na podstawie mandali, która w buddyzmie jest geometrycznym i kosmogonicznym wyobrażeniem Wszechświata. Kwadratowa podstawa symbolizuje Ziemię, półkolisty kopiec - Wodę, centralna wieża - Ogień, wieńczące ją koło - Powietrze i Światło, a czub na szczycie – Eter. 13 stopni wieży pomiędzy kopułą a zwieńczeniem oznacza 13 stopni wtajemniczenia w buddyzmie. Stupę otaczają młynki modlitewne z napisem Om Mani Padhme Hum, co oznacza : Bądź pozdrowiony klejnocie ukryty w kwiecie lotosu.”

Sadhu

Sadhu to wędrowny asceta, który wyrzekł się dóbr doczesnych, a poprzez medytację i skromne życie zmierza ku wyzwoleniu z kręgu życia i śmierci

mandala

Przed świątynią buddyjską mężczyzna medytuje tworząc z kolorowego piasku mandalę. Gdy już była gotowa jednym ruchem ręki starł usypane dzieło, co oznacza zakończenie modlitwy

świątynia Kumari

Świątynia Kumari - żywej bogini. Kumari to dziewczynka wybierana w wieku 4-5 lat, która spełnia określone wymagania i przejdzie pomyślnie próby. Niestety, nie można fotografować samej bogini. Dziewczynka pozostaje boginią do wieku około 12-13 lat, do czasu pojawienia się pierwszej miesiączki, a następnie ustępuje kolejnej bogini. To prawdziwe szczęście dla takiej dziewczynki, że pełniła funkcję bogini, przez ten czas uczyła się, zdobywała rózne umiejętności i pogłębiała swoją wiedzę. Ex-Kumari jest bardzo dobrą partią, stara się o nią wielu mężczyzn. Dodam też, że ex Kumari otrzymuje dożywotnio pensję, dlatego nie musi martwić się o swoją przyszłość.

piątek, 21 stycznia 2011

Kontynuując temat Dominikany warto pokazać jeszcze jej inną stronę. Zwyczajne, niepolukrowane życie. Wprawdzie nie miałam okazji tam pomieszkać, a zdjęcia zrobione są podczas kilku wypadów w głąb wyspy, ale i tak więcej widać, niż w hotelowych kondominiach. Mieszkańcy Dominikany są w większości mniej lub bardziej ciemnoskórzy. Ciekawostką jest to, że niektórzy z nich mają.... niebieskie lub zielone oczy!! Właściwie ani niebieskie, ani szare, lecz jakby wpadające w granat. Miałam okazję spotkać takiego Dominikańczyka i przyznam, że jest to nad wyraz zadziwiające! Możliwe, że we krwi niebiesko-, czy zielonookich Dominikanczyków jest polska domieszka, gdyż nasi rodacy mieli swój wkład w zasiedlenie wyspy.
Po tragicznej klęsce Napoleona w Rosji w 1813 r. oddziały polskie, które wiernie walczyły u jego boku, w obawie przed represjami ze strony zaborców, uciekły razem z dyktatorem do Francji. Tam Napoleon postanowił wykorzystać polskie korpusy w jakimś zbożnym celu, oczywiście służącym Francji, dlatego wysłał je do tłumienia powstań na Haiti, francuskiej kolonii. Walki, które Polacy tam stoczyli z haitańskimi powstańcami były bardzo krwawe, mało kto z polskiej załogi w ogóle stamtąd powrócił. Reszta Polaków osiedliła się na Hispanioli (tak nazywano wyspę) i wiadomo, geny poszły w świat..:) Do dziś można spotkać zwłaszcza na Haiti polskobrzmiące nazwiska!
Mieszkańcy Dominikany są niezwykle otwarci i życzliwi. Odpowiedzą na każde pytanie, nawet, jak do końca nie znają odpowiedzi;) ale przynajmniej próbują. Ciężko pracują, by zarobić na utrzymanie licznych rodzin, ale czasem ma się wrażenie, ze ta praca to dla nich rozrywka. Gdy tylko jest okazja, tańczą, śpiewają.
Co kraj to obyczaj. Trynidad ma swoje calypso, Jamajka reggae, a Dominikana słynie z merengue. Mawiają, że merengue to taniec niewolników, ludzi, którzy mieli kajdany na nogach...Merengue był pełen swawoli, energii i zmysłowości, ale był również przejawem buntu. Może dlatego podczas tańczenia merengue stopy prawie nie odrywają się od podłogi i niewiele się przesuwają, cała uwaga tańczącego koncentruje się na ruchach biodrami.
Mówi się, że Dominikana jest krajem bezpiecznym. Do pewnego stopnia to prawda. W hotelowych enklawach turyści mogą czuć się bezpiecznie, ale co innego w większych ośrodkach miejskich, jak np. w Santo Domingo, stolicy wyspy. Jednakże na tle Karaibów Dominikana jawi się naprawdę spokojnym i bezpiecznym państwem (czego nie można powiedzieć o Haiti i Jamajce).
Na filmie jest kilka zdjęć, gdzie widać, jak rzeźnik dzieli mięso. Wszystko to odbywa się na ulicy, w warunkach mało wspólnych z higieną. Potem to podzielone na części mięso wystawiane jest na sprzedaż przed sklepami i wisi sobie, czekając na nabywców. Na Dominikanie nie ma czegoś takiego, jak Inspekcja Sanitarna, która kontroluje warunki, w jakich przechowywana jest żywność. Zastanawiałam się, jakież to mięso podawane jest w hotelach? Czy to z miejskich kramików? Okazuje się, że mięso dla turystów jest sprowadzane z Argentyny, która ma określone przepisy sanitarne, zaakceptowane przez zagranicznych właścicieli hoteli. Zapomniałam dodać, że znakomita większość hoteli, stacji benzynowych, fabryk, jest w obcych rękach, nie należy do Dominikańczyków. Najczęściej takimi rekinami finansowymi są Majorkanczycy, ale i Amerykanie, Holendrzy...:)


Dopisane później:
Ciekawostką jest to, że na Dominikanie, w jej północnej części odkryto najbogatsze na świecie... złoża bursztynu!!! Występuje też tam minerał zwany larimar - jedyny na świecie, przepiękny, błękitny kamień, mylony z turkusem.
Uniwersalnym napojem - na wszystkie dolegliwości, bóle, ale i na dobry nastrój, jako afrodyzjak - jest Mama Juana. Jest to specjalna nalewka z rumu na ziołach, przygotowana w specjalny sposób i odpowiednich proporcjach - rum, czerwone wino i miód. Jest kilka sposobów sporządzania Mamajuany, niektórzy nie dodają wina, inni najpierw zalewają winem, a po paru dniach wylewają je i dodają rum i miód. W sklepach można kupić już gotową nalewkę, albo butelkę z suchymi ziołami i samemu przyrządzić napój.
Z Dominikany przywozi się też rum - najlepszy rum dominikański jest zawsze na literę B.
Znakomite są też cygara dominikańskie. Ale, jak i na Kubie, trzeba uważać na podróbki:)
Kawa - należy do wyjątkowych. A jak kto lubi to może kupić przepiękne rzeźby, czy obrazy - do wyboru, do koloru:)

środa, 19 stycznia 2011

Kolejny wpis o Dominikanie ilustrowany filmem z moich zdjęć. Tym razem jest to fragment wycieczki do Altos de Chavon, wioski artystów, wykutej w koralowcu. Zbudowana została w latach 70-ych XX wieku na wzór andaluzyjskiej wioski z XIV wieku. Jest to spełnione marzenie byłego prezydenta amerykańskiej kompanii cukrowniczej Gulf & Western, Charlesa Bluhdorna, który  ofiarował tę wioskę swojej córce Mercedes. W Altos mieszkają artyści z całego świata, którzy znajdują tu inspiracje dla swoich dzieł. Ich prace można zakupić w licznych sklepikach i galeriach. W Altos de Chavon znajduje się prestiżowa szkoła artystyczna na poziomie uniwersyteckim, wspólpracująca na stałe z nowojorską Parsons The New School for Design.
Wioska jest przepięknie zaprojektowana, ma maleńkie, kręte uliczki, placyki i fontanny, eleganckie butiki i restauracje, wieczorem z kościelnego placu można podziwiać widok na rzekę Rio Chavon. Mało kto wie, że rzeka ta posłużyła jako plener m.in. do filmów  "Czas Apokalipsy" i "Rambo". Centralnym punktem miasteczka jest kościół San Estanislao, gdzie znajduje się grób polskiego świętego Stanisława. Papież Jan Paweł II poświęcił to miejsce w roku 1979.
Wśród artystów i prominentów panuje moda na zawieranie ślubów w tym kościele.
Niedaleko znajduje się też amfiteatr, gdzie 5000 ludzi może podziwiać i słuchać znanych artystów - występowali tam: Frank Sinatra, Santana, Julio Iglesias, Erasure, Andrea Bocelli, Duran Duran i wielu innych.
Wycieczka nie zakończyła się w tej wiosce, był to jeden z jej etapów. Rzeką Rio Chavon płynęliśmy miniparowcem do jej ujścia do morza. Mijalismy lasy namorzynowe, a u ujścia rzeki przesiedliśmy się na szybką łódź, która - z małym przystankiem na kąpiel na mieliźnie z pokruszonych muszelek - zawiodła nas na fantastyczną wyspę Saona. Odpoczynek pod palmami i absolutnie bezkarne lenistwo!:)

Dominikana ma ponad 1 000 mil cudownych, szerokich, w większości białych plaż. Plaża od Punta Cana do Bavaro jest uważana za najdłuższą plażę na Karaibach.
I czy po takich wiadomościach nie zrobiło nam się cieplej i weselej?:)

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9