wciąż w drodze

pożegnania

niedziela, 18 grudnia 2011

Quem mostra' bo
Ess caminho longe?
Quem mostra' bo
Ess caminho longe?
Ess caminho
Pa Sao Tomé

(Kto posłał Cię w tę daleką drogę, drogę do São Tome...)

Na każdym koncercie Cesarii Evory pojawiała się piosenka „Sodade”. I na każdym koncercie, gdy zabrzmiały te słowa, publiczność odczuwała przeszywający ją dreszcz.. Niesamowite emocje kłębiły się w miejscach, gdzie występowała Bosonoga Diva, jak nazywano Cesarię.. Już tak się nie zdarzy.. Odeszła wczoraj, 17 grudnia, wyprzędła się Jej ziemska nić.. Sama ruszyła teraz w drogę, z nieodłączną muzyką morny w sobie, trzymając żarzącego się papierosa.. Podczas każdego koncertu robiła sobie krótkie przerwy, by wypalić papierosa.. Zawsze spokojna, emanująca czarem i ciepłem, brała w posiadanie publiczność od samego wejścia na scenę. Jej muzyka porywała ludzi do tańca, budziła niesamowite emocje, rozpalała serca i wywoływała wewnętrzne drżenie. Piosenki, które śpiewała Cesaria opowiadały o nieszczęśliwej miłości, o rozstaniu, o przeżywanym bólu, nie tylko, gdy traciło się ukochaną osobę, ale i o utraconej ojczyźnie - Cabo Verde – za którą tęsknili kabowerdyjczycy pracujący przymusowo w Afryce.

Si bo 'screve' me
'M ta 'screve be
Si bo 'squece me
'M ta 'squece be
Até dia
Qui bo voltà

(Jeśli do mnie napiszesz, napiszę i ja. A jesli zapomnisz, zapomnę i ja, aż do dnia, w którym powrócisz.)

Jej życie było niezwykłe i zwyczajne jednocześnie. Trochę, jak z bajki o Kopciuszku, od ubogiej śpiewaczki barowej do uwielbianej przez cały świat Divy, występującej w najlepszych salach koncertowych świata, wydającej złote i platynowe płyty jedna za drugą..! Czy to nie sen o Kopciuszku? Niby tak, ale Cesaria mimo sukcesu, mimo popularności pozostała w duszy taka sama, szczera, oddana muzyce, wierna sobie, skromna i zakochana w swojej ojczyźnie, czyli Cabo Verde. Gdy czasem pytano ją, czy jest z Portugalii, odpowiadała: „Nie, z Cabo Verde.” Większość piosenek wykonywała właśnie nie po portugalsku, ale „crioulo”, czyli po kreolsku. Jest to mieszanka portugalskiego z różnymi narzeczami afrykańskimi. Ciekawostką jest to, ze kreolski z Wysp Zawietrznych jest różny od kreolskiego z Wysp Podwietrznych, bo tak dzieli się archipelag Cabo Verde. Mało kto na koncertach rozumiał śpiewany przez Cesarię tekst, a jednak wszystkich opanowywał niezwykły magnetyzm pieśni.

Sodade sodade
Sodade
Dess nha terra Sao Nicolau

(Sodade, sodade, sodade za moją ziemią, za Sao Nicolau..)

Sodade? Co oznacza to słowo? Nie ma jednoznacznego tłumaczenia, to coś więcej, niż tęsknota, niż smutek, niż ból, więcej, niż poczucie pustki i osamotnienia, gdy odchodzi ktoś bliski, gdy opuszcza się swój kraj.
I o tym śpiewała Cesaria Evora, a jak – posłuchajmy:



 

sobota, 31 lipca 2010

Katarzyna Sobczyk (Kazimiera Sawicka), nasza Kasia Sobczyk - zmarła 28 lipca 2010 roku w wieku 65 lat na raka piersi. Odeszła w warszawskim Hospicjum Onkologicznym św. Krzysztofa. Do końca życia była optymistką, walcząc z nieuleczalną chorobą.
Za GW zacytuję:
W jednym z ostatnich wywiadów (maj 2010), piosenkarka dedykowała tym, którzy się o nią martwią, swoją piosenkę pt. "O mnie się nie martw". - Mimo chemioterapii, bólu, nudności, zmęczenia i puchnącej ręki, jestem wciąż pełna optymizmu - mówiła.
Tu ostatni wywiad Kasi Sobczyk, jaki ukazał się 26 lipca, 2 dni przed śmiercią.

Od lat 60-tych wyśpiewała nam tyle pięknych, niezapomnianych piosenek - "Mały książę", "Trzynastego", "Nie bądź taki szybki Bill", "Biedroneczki są w kropeczki",  "Był taki ktoś", "Nie wiem, czy to warto", "18 mieć lat to nie grzech", "Skrzypek z kawiarni róż", "Zakochani są na świecie sami" i wiele innych.. 
Posłuchajmy Jej w bardzo optymistycznym utworze, by taką Ją zapamiętać..

[*]

sobota, 18 lipca 2009


Kilka dni temu (14 lipca 2009) dotarła wiadomość, ze zmarł Zbigniew Zapasiewicz, wybitny aktor filmowy i teatralny. Pamiętam Go z wielu licznych ról, ale przytoczę te, które utkwiły mi w pamięci:
"Za ścianą", "Ziemia obiecana", "Barwy ochronne" - w tej chwili nie przypominam sobie więcej, te filmy zaś są dla mnie wciąż znamienne.
Niezależnie od scenerii i konwencji, każda rola w wykonaniu Z. Zapasiewicza była doskonale wykonana, wycyzelowana do granic możliwości, wypełniona treścią maksymalnie, przemyślana i perfekcyjnie dopracowana. To nie był zwyczajny aktor, to był Ktoś. Ktoś, kto umiał okiełznać aktorskie rzemiosło i zrobić z niego prawdziwą Sztukę. Dlatego też nikt Go nie zastąpi.

A wczoraj...
Wczoraj zaś obezwładniła mnie kolejna wiadomość, tym razem o śmierci Leszka Kołakowskiego - wybitnego filozofa i felietonisty. Ale przede wszystkim osoby, która wywarła znamienny wpływ na ewolucyjne tworzenie się wolnej myśli w Europie Środkowej i Wschodniej. Jego tezy spowodowały nieuchronne wyzwalanie się poszczególnych krajów spod władzy socjalistycznego bloku.
Pamiętam, z jaką ciekawością i zacięciem słuchałam audycji telewizyjnych, czy to były "Rozmowy z mistrzem"? chyba tak..
Czytałam bajki Leszka Kołakowskiego - pełne cudownych przenośni i fantastycznych opisów. Bo okazuje się, że pisarz, filozof potrafi cudownie przekazać myśl poprzez przypowieść czy bajkę. I to, co opisuje jest ponadczasowe.

[*]



piątek, 26 czerwca 2009


Dziś wpis sam się wymusza.

Król popu nie żyje - niech żyje król!

To była niesamowita wiadomość o śmierci Michaela Jacksona - dowiedziałam się o tym nad ranem i, prawdę mówiąc, nie mogłam potem zasnąć.
Nie znaczy to, że tak bardzo był mi bliski Jackson i jego muzyka, ale - podświadomie czułam, ze to kawałek mojego życia. Muzyka mojej wczesnej młodości, zachwyty i muzyczne "zdobycze".
I... chyba tak zwyczajnie, było mi go żal... Naprawdę żal, jako człowieka, z krwi i kości, a nie jako gwiazdy. Jackson był głęboko poturbowany psychicznie - głównie przez tych, u których miał znaleźć oparcie. Nie miał praktycznie dzieciństwa, ani młodości - wszystko, co wtedy robił, robił dla pieniędzy, sławy, których chcieli głównie jego bliscy.
Każdy koncert, każde nagranie było "w celu", ugruntowywało pozycję Michaela jako króla popu. To był człowiek - instytucja.
..Jackson 5 - kto z nas nie pamięta...? I właściwie głos Michaela był w tym wiodący. Z całej rodziny Jacksonów nikt nie zrobił takiej kariery, jak Michael, ale.. jakim kosztem?

Jak to jest, że pozbawia się dzieci tego, co najcenniejsze - dzieciństwa, spokoju, bezpieczeństwa, normalnego wzrastania - byle mieć kasę, byle zdobyć sławę itp..
Nie wiem, jak zachowałabym się, gdybym miała tzw cudowne dziecko - może też szarpałabym je, zabierała dzieciństwo, kto wie.. Na szczęście, córcia jest normalna, dlatego ma normalne życie.


Zapalam świeczkę dla tych, co ostatnio odeszli -
- dla Davida Carradine... niezapomnianego Kill Billa
- dla Farrah Fawcett - niezapomnianego aniołka Charliego
- dla Michaela Jacksona - niezapomnianego, niekwestiowanego króla popu
i tych, których imion nie spamiętamy...

A Billy Jean po prostu lubię...




[*]




sobota, 26 lipca 2008
 
1 , 2